Autor: Kuba Gogolewski – dyrektor programowy Fundacji Mission Possible
Upały pod koniec czerwca były przedsmakiem temperatur, do których musimy się jako społeczeństwo i gospodarka przystosować. W niedzielę – 28 czerwca – padł historyczny rekord temperatury w Polsce – w położonych na granicy z Niemcami Słubicach termometry wskazywały 40.5 stopnia Celsjusza!
W Polsce upały choć intensywne, trwały jednak stosunkowo krótko. Mniej szczęścia kolejny już raz mieli między innymi Francuzi. Światowa Organizacja Meteorologiczna poinformowała w komunikacie, że ostatnia fala upałów w Europie to zjawisko typowe dla końca lipca i sierpnia, a nie czerwca. Wszystko wskazuje na to, że trzeba się szykować na kolejne fale upałów w najbliższych tygodniach i miesiącach.
Wysokie temperatury wysuszają podłoże, ziemia traci wodę, a roślinność nie rozwija się tak, jak powinna. Po upałach przychodzą opady deszczu, w większości intensywne, dlatego znaczna część wody spływa do rzek i nie jest zatrzymywana przez roślinność. Wysuszona ziemia sprawia, że energia słoneczna ogrzewa powietrze podczas kolejnego napływu gorąca. Gdy grunt jest mokry, energia cieplna najpierw powoduje odparowanie wilgoci z podłoża. Dzięki temu, co oczywiste, temperatura otoczenia jest niższa, niż kiedy wody w glebie brakuje.
Upały potęgują też suszę zarówno hydrologiczną jak i hydrogeologiczną, czyli związaną z opadaniem zwierciadła wód podziemnych. To właśnie z nich zasilane są polskie rzeki i jeziora przez większą część roku kiedy nie pada deszcz i nie topi się śnieg. Upały zwiększają parowanie z rzek, jednocześnie powodując obniżenie ich poziomu oraz zwiększenie temperatury. Do sytuacji, która 29 czerwca doprowadziła do ograniczenia mocy Elektrowni Jądrowej Paks z powodu wzrostu temperatury wody w Dunaju do 30,2°C, Polsce jeszcze nieco brakuje. Jednak dane pokazują, że również nasze rzeki szybko się nagrzewają. Już 1 lipca 2026 r., po niespełna tygodniu upałów, temperatura wody w Wiśle na punkcie pomiarowym Zawichost osiągnęła 29°C.
Na poziom wody w rzekach wpływać też będzie utrzymująca się susza hydrogeologiczna. W swojej najnowszej prognozie sytuacji hydrogeologicznej Państwowy Instytut Geologiczny Państwowy Instytut Badawczy wskazuje, że niskie stany wód podziemnych tzw. niżówka hydrogeologiczna obejmie w lipcu 2026 roku 14 województw – wszystkie poza lubuskim oraz warmińsko-mazurskim, a we wschodniej, centralnej, południowej i północno-zachodniej części kraju może zwiększyć swój zasięg. Dotyczy ona najbliższej powierzchni warstwy wód podziemnych, mających bezpośredni kontakt z rzekami, jeziorami czy stawami.
Według danych GUS wody podziemne stanowią 74% wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi i dystrybuowanej sieciami wodociągowymi na obszarze kraju. Utrzymywanie się niskiego stanu wód podziemnych może zaś powodować utrudnienia w zaopatrzeniu w wodę pobieraną z płytkich ujęć wód podziemnych.


Polska na tle Europy mapa dostępna na stronie Europejskiego Obserwatorium Suszy, pokazująca poziom wskaźnika suszy (tzw. Combined Drought Indicator) za okres 1-10 czerwca 2026, czyli jeszcze sprzed czerwcowej fali upałów w Polsce.
Temperatura wody a polski system elektroenergetyczny
Poziom i temperatura wody są niezwykle ważne dla polskiego systemu elektroenergetycznego, który dalej oparty jest w większości na starych, wysoce awaryjnych blokach węglowych, które w przeważającej większości zależne są od chłodzenia wodą z rzek i sztucznych zbiorników wodnych przy elektrowniach. Jak informowało PSE w listopadzie 2024 roku, średni wiek jednostek opalanych węglem kamiennym i brunatnym wynosił 37 lat. Dziś zbliża się już do 40 lat. Jednostki ponad 40-letnie odpowiadały w listopadzie 2024 roku za 45% zainstalowanej mocy węglowej w kraju. Także bloki gazowe, biomasowe oraz planowane w głębi kraju SMRy, a także elektrownie jądrowe potrzebują wody do chłodzenia. Oznacza to, że liczba potencjalnych lokalizacji dla takich inwestycji jest ograniczona, a elektrownie wykorzystujące do chłodzenia wodę słodką stają się bardziej narażone na skutki długotrwałych upałów i wzrost temperatury wód w rzekach.
O tym, że bloki budowane kilka dekad temu nie radzą sobie z wysokimi temperaturami wody potrzebnej do ich chłodzenia, mogliśmy się po raz kolejny przekonać w ostatni dzień czerwca. W wyniku wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną wywołanego upałami, połączonego z awariami w blokach węglowych w Elektrowni Turów oraz Ostrołęka, a także w Elektrociepłowni Żerań w Warszawie, Polskie Sieci Elektroenergetyczne zmuszone były po raz trzeci w historii skorzystać z mechanizmu przywołania na rynku mocy, by gwarantować stabilność i sprawną pracę polskiego systemu energetycznego. Problem pogłębiła konieczność ograniczenia pracy bloków w Elektrowni Kozienice ze względu na wysoką temperaturę wody w Wiśle i trudności schłodzenia instalacji.
Z jednej strony wysłużone i awaryjne bloki węglowe coraz częściej przegrywają z falami upałów oraz wysokimi temperaturami wody, z drugiej strony same wywierają negatywny wpływ na ekosystemy wodne, podgrzewając je dodatkowo cieplejszymi niż woda w rzece zrzutami wód używanych do chłodzenia. Elektrownie cieplne – głównie węglowe – odpowiedzialne są za ponad połowę poboru wody w Polsce, której w naszym kraju i tak brakuje.
Jak pisaliśmy w pierwszy dzień wiosny Polska wciąż należy do krajów ubogich w wodę. W 2024 roku przemysł oraz sektor energetyczny pobrały 4,76 mld metrów sześciennych wody z poniżej 40 mld metrów sześciennych, czyli poziomu zasobów wody słodkiej w okresach suszy w Polsce. Z najnowszych danych GUS wynika, że zarówno pobór wody jak i zużycie wody spadło ogółem w stosunku do 2024 roku. Z pewnością zmniejszenie produkcji energii z węgla o 4,4 TWh (-4,6% r/r): z węgla kamiennego o 1,8 TWh (-3,0% r/r), a z węgla brunatnego o 2,6 TWh (-7,1% r/r) przyczyniło się do raportowane przez GUS spadku zużycia. Jednocześnie spadek byłby jeszcze większy, gdyby w miejsce zamykanych bloków węglowych nie powstawały inne elektrownie cieplne np. gazowe.
Wodny argument na rzecz słońca i wiatru
Każda niewydobyta i niespalona tona węgla zmniejsza podatność polskiego systemu energetycznego na suszę energetyczną. Dodatkowo nie następuje zanieczyszczenie wody oraz powietrza, będące skutkiem spalania węgla w elektrowniach i elektrociepłowniach systemowych oraz gospodarstwach domowych.
Kraj, który regularnie zmaga się z suszą i posiada ograniczone zasoby wodne, potrzebuje jawnej i przemyślanej strategii zarówno w zakresie polityki wodnej, jak i energetycznej. Również polskie spółki energetyczne muszą zacząć uwzględniać kwestie wodne w swoich strategiach. W tej chwili rząd planuje rozwój energetyki tak, jakbyśmy dalej mieli jako kraj duże zasoby wodne, a braki lokalne w jej zużyciu nie stanowiły żadnego problemu. Nie bierze się też pod uwagę tego, że temperatury powietrza i wody będą nadal rosnąć.
Liczne ekspertyzy w tym europejskiego Joint Research Centre z 2016 roku czy międzynarodowej organizacji IRENA wykorzystane między innymi przez World Economic Forum w 2026 roku dowodzą, że ze względu na konieczność ochrony zasobów wody słodkiej zarówno przed zużyciem wody jak negatywnymi oddziaływaniami ponownego zrzutu podgrzanych wód chłodniczych do rzek – to właśnie energetyka wiatrowa – zarówno morska jak i lądowa oraz instalacje fotowoltaiczne – są wyborem zwiększającym możliwości adaptacyjne na poziomie zarówno gminnym jak i krajowym. Każda turbina wiatrowa oraz panel fotowoltaiczny zmniejszają presję na krajowe zasoby wodne w stosunku do alternatywnych sposobów produkcji tej samej energii elektrycznej, zaś elektryfikacja ciepłownictwa, pozwala dodatkowo wykorzystać wyprodukowaną z OZE energię do zmniejszenie presji na zasoby wodne związane z krajowym wydobyciem węgla brunatnego oraz kamiennego.
1. Źródło, Forum Energii


Do końca sierpnia 2026 roku gminy w Polsce mają czas na przyjęcie planów ogólnych. Warto przewidzieć w nich miejsce nie tylko na inwestycje pozwalające w większym stopniu retencjonować wodę lokalnie oraz znosić kolejne fale upałów, ale też na rozwój lokalnej energetyki wiatrowej i słonecznej pozwalających gminom zapewnić sobie niezależność energetyczną i wodną w ciepłe suche lata, których będzie w Polsce coraz więcej.